Metoda design thinking ma zarówno zwolenników, jak i zajadłych przeciwników. Jedni uważają, że jest lekiem na całe zło i rozwiązaniem wszystkich możliwych problemów. Drudzy widzą w niej jedynie rozwiązanie problemów finansowych tych, którzy ją stosują i próbują sprzedawać tym, którzy dadzą się na to wszystko nabrać. Do tego dochodzi kwestia ochrony środowiska — gdyż, jak wiadomo, „design thinkerzy” niepotrzebnie zużywają duże ilości żółtych karteczek.

Jak jest naprawdę? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i w dużej mierze zależy od tego, kto próbuje na nie odpowiedzieć. Ja spróbuję to zrobić z perspektywy projektanta i dyrektora kreatywnego oraz osoby, któremu zdecydowanie bliżej do zachwytów niż krytyki. Moim zdaniem, design thinking użyte we właściwy sposób potrafi przynieść naprawdę wiele dobrego. Jestem pewien, że nie jestem w stanie wyczerpać tematu w jednym wpisie, dlatego drogi Czytelniku, potraktuj to proszę jako wstęp do, być może, dłuższego cyklu na ten temat. Zacznijmy więc od tego…

… czym właściwie jest design thinking?

Design thinking możemy przetłumaczyć na język polski jako myślenie projektowe. W skrócie, jest to metoda twórczego rozwiązywania problemów, która została stworzona i opisana przez założycieli firmy IDEO (projektantów m.in. pierwszej myszki dla Apple, palmtopa oraz wielu innych produktów i usług). Design thinking to proces wykorzystujący elementy charakterystyczne dla pracy projektantów przy tworzeniu produktów lub rozwiązań (stąd właśnie nazwa myślenie projektowe).

Projektowanie zorientowane na człowieka

Aby dobrze zrozumieć ideę design thinking, należy przede wszystkim pamiętać o fundamencie, na którym ta metoda jest zbudowana. Podstawą pracy w ten sposób jest świadomość, że wszystkie działania, które podejmujemy, są (i mają być) zorientowane na człowieka i jego potrzeby. Nie chcemy rozwiązywać wyimaginowanych problemów ani tym bardziej tworzyć nowych. Według mnie, właśnie w tej świadomości leży klucz do właściwego podejścia do myślenia projektowego – projektowanie zorientowane na człowieka (human-centered design) jest pojęciem dużo ważniejszym niż design thinking.

Proces pracy i sposoby myślenia

Proces jest podzielony na 5 etapów, które mogą występować jeden po drugim lub w innej kolejności, jeśli zajdzie taka potrzeba. Moim zdaniem najlepiej zacząć od początku, a później wracać do etapu, który wydaje nam się potrzebny. Cały proces jest oczywiście iteracyjny, czyli możemy go wykonywać kilka razy, aż dojdziemy do właściwego rozwiązania. Etapy wyglądają następująco:

W procesie pracy naprzemiennie stosuje się dwa sposoby myślenia – rozbieżny (tzw. divergent thinking, który jest nastawiony na tworzenie wielu rozwiązań – używany na etapach empatyzacji i ideacji) oraz zbieżny (tzw. convergent thinking, nastawiony na zawężanie i wybór konkretnych rozwiązań – używany na etapie definicji i prototypowania). 

Empatyzacja, czyli wejdź w czyjeś buty

Moim zdaniem jest to, razem z definicją problemu, najważniejszy element tego procesu. Kiedy chcemy rozwiązać jakiś problem lub stworzyć coś nowego, potrzebujemy przede wszystkim dowiedzieć się jak najwięcej na temat obecnego stanu rzeczy i osoby (lub osób), których dana sytuacja dotyczy. Na tym etapie rozmawiamy z ludźmi, słuchamy, a przede wszystkim patrzymy na ich zachowanie, gdy np. korzystają z aplikacji mobilnej w swoim smartfonie. Staramy się „wejść w buty” użytkownika, żeby jak najlepiej zrozumieć problem.

Definicja, czyli gdzie leży problem

Na tym etapie zbieramy informacje i staramy się je usystematyzować. Bardzo możliwe, że w procesie empatyzacji uczestniczy więcej niż jedna osoba (a nawet jest to wskazane), dlatego ważne jest, by wymienić się swoimi wnioskami i wspólnie określić problem, który będziemy chcieli rozwiązać. Problem ten powinien być naprawdę istotny i wart tego, aby się z nim zmierzyć.

Tworzenie rozwiązań, czyli dużo znaczy dobrze

Jeśli czekaliście na moment, w którym pojawia się najwięcej wszędobylskich żółtych karteczek – to właśnie teraz. W poprzednim etapie określiliśmy problem, przyszedł więc czas na rozwiązania. Zależy nam na tym, aby stworzyć jak najwięcej możliwości, dlatego podczas sesji generowania pomysłów nastawiamy się na ilość, nie na jakość (na to przyjdzie czas później), akceptujemy nawet najdziwniejsze pomysły i budujemy na pomysłach innych osób. Mówimy „tak, i…” – nie „tak, ALE…”.

Prototypowanie, czyli “przejdźmy do rzeczy”

W poprzednim etapie powinniśmy wybrać kilka rozwiązań, które chcemy zrealizować w formie prototypu. Może to być kilka projektów nowej aplikacji mobilnej, makieta strony internetowej lub stworzony z plasteliny model fizycznego produktu — wszystko zależy od tego, nad czym pracujemy.

Testowanie, czyli mówimy “sprawdzam”

Na tym etapie przedstawiamy nasze prototypy osobom, dla których pracujemy. Sprawdzamy, czy to, co wymyśliliśmy ma sens, zbieramy wnioski, które następnie możemy wprowadzić do kolejnej wersji naszego rozwiązania.

Tak jak wspomniałem, proces ten może być realizowany od początku do końca lub w taki sposób, jaki uważamy za słuszny. Wiele zależeć będzie od tego, jakie wnioski wyciągniemy podczas pracy i co będziemy uważać za potrzebne.

Kilka uwag na koniec

Jedna ze “ślepych uliczek” w… myśleniu o myśleniu projektowym tkwi w nazwie tej metody. Przyznają to sami twórcy i założyciele szkoły d.school, działającej przy Uniwersytecie Stanforda – myślenie projektowe bardziej powinno kojarzyć się z działaniem niż z samym myśleniem.

Dla mnie jest to jedna z zalet tej metody – praca jest najczęściej dynamiczna i, najzwyczajniej w świecie, ciekawa. Zwłaszcza jeśli wolisz pracować z ludźmi niż dochodzić do rozwiązań w pojedynkę.

Jak więc zacząć swoją przygodę z design thinking? Możesz spróbować od projektu, nad którym aktualnie pracujesz, lub problemu, który właśnie chcesz rozwiązać. Zacznij od etapu empatyzacji — jak ktoś korzysta z produktu lub usługi? Jak wygląda plan dnia osoby, dla której projektujesz? W którym momencie korzysta z Twojego rozwiązania? Spróbuj dowiedzieć się, co może być faktyczną przeszkodą lub potencjałem, w którym ukryte jest rozwiązanie. Do dzieła!

Zobaczcie też krótką relację z warsztatów, które jakiś czas temu przeprowadziliśmy dla naszego zespołu:

PS. W wielu sklepach możesz kupić elektrostatyczne karteczki suchościeralne wielokrotnego użytku :)

 

Źródła:

https://dschool.stanford.edu/resources/chart-a-new-course-put-design-thinking-to-work
http://longevity3.stanford.edu/designchallenge/design-thinking-process/
https://ideo.com
https://en.wikipedia.org/wiki/IDEO